środa, 2 sierpnia 2017

Ostatnie zakupy kosmetyczne - reaktywacja bloga

Zamarzył mi się powrót na bloga, a czy jest lepszy post na powrót niż "haul zakupowy"? Chyba nie;) 
Zapraszam, nie wydacie ani złotówki, a wzrost endorfin gwarantowany. 
Mam zasadę, nigdy nie kupuję bez promocji, jeżeli coś ma być moje to w końcu będzie. No chyba, że rzecz tyczy się bluzek z mango, te kupuję od razu jeżeli mi się podobają, bo inaczej nigdy nie będą moje;D Wracając do kosmetyków, są to zakupy z przełomu kwietnia i maja, na tyle dawne, że o niektórych produktach mogę już całkiem sporo powiedzieć, a niektóre z nich nawet leżą już w koszyku "nie polubię cię".
Zacznę od tych udanych egzemplarzy: balsam uniwersalny od Dr. PAWPAW (czyt.doktor pał pał:) tak mnie oczarował, że przebił mój niezastąpiony carmex, jest idealną bazą pod inne produkty do ust, najbardziej lubi się z matowymi szminkami, na pewno zostanie ze mną na stałe. Opakowanie jest ogromne (25ml) i mamy 12 miesięcy na zużycie co jest idealnym rozwiązaniem, zamierzam nie kupować żadnych produktów do pielęgnacji ust w najbliższym czasie, a tylko zużywać zapasy
i zaoszczędzone pieniądze ulokować w innych dobrach;) 

Balsamy do ust REVLON KISS mają ogromnego plusa za filtr SPF 20, zapach brzoskwiniowego zupełnie mi nie pasuje, kolor jaki pozostawia również, natomiast kokosowy używam z przyjemnością, szczególnie teraz w wysokich temperaturach, usta są dobrze odżywione, nie kleją się i mają ładny połysk. W promocji -50% wart zakupu. 

Szminka L'oreal Color Riche Matte to chyba jedno z najlepszych moich odkryć ostatnich miesięcy, no nie do końca moje, ponieważ pierwszą szminkę z tej serii (tak, mam już więcej) kupiłam z polecenia Carin, jej usta zawsze wyglądają idealnie, a na jej Instastories przewijała się właśnie osławiona przez nią Blush in a Rush z numerem 103. Te szminki mają niesamowicie lekką, pudrową konsystencje, nie wysuszają ust, nadają ustom piękny matowy odcień, trzymają się przyzwoicie długo i pachną nieziemsko. Jestem pewna, że za jakiś czas będę mogła się pochwalić większym zbiorem. Zdecydowanie warte zakupu na promocji (cena regularna około 60zł), ale gdy ustrzelimy je za 30 zł to naprawdę więcej niż warto.  

Trio makaronikowe z Balea dobrze wygląda na zdjęciach, natomiast właściwości pielęgnacyjne ma mizerne, zresztą zdecydowałam, że w DM już się nie nabieram na produkty do ust, zawsze opakowania wyglądają zachęcająco, a środek rozczarowuje. Początkowo lubiłam żółtego makaronika za zapach wanilii, ale już po kilku tygodniach stał się bardzo sztuczny i wręcz nie do zniesienia. 

MySuperBalm od Evree to wielkie echhhh, bardzo cenię tą firmę za dobre i tanie kosmetyki, ale ten balsam to zupełna porażka w moim odczuciu. Twardy, żeby go wydobyć trzeba się namachać palcem, a to co dostajemy to bardzo nieprzyjemna wazelinowata powłoka, która w żaden sposób nie nawilża ust, tylko pozostawia je tłuste. Zapach dla mnie także nieprzyjemny. Osobiście nie polubiłam też cukrowego peelingu do ust, jakoś za mało delikatnie ściera i znów przeszkadza mi tłusta powłoka po wykonaniu zabiegu. 

Na zdjęciu widać jeszcze pomadkę NIVEA Care&Colour w kolorze Rose, bardzo udana seria, świetnie nawilża, a kolory są dość mocno widoczne, nie da się nimi zrobić krzywdy i można nawet w biegu dodać ustom nawilżenia i koloru. 

Balsamy EOS chyba już zna każdy, skusiłam się na niebieski i muszę przyznać
z przykrością, że ich jednak nie lubię, nie lubiłam kilka lat temu gdy z wielkim poświęceniem ściągnęłam pierwszy ze Stanów i teraz gdy są w każdym Rossmannie też nie lubię, ta "cukrowa" powłoka która zostaje na ustach doprowadza mnie do szału. Szkoda, bo przyjemnie mieć tą kuleczkę w torebce. 

Najpiękniejsze opakowanie i najdroższy zakup z Sephory - szminka Guerlain La Petite Robe Noire w kolorze 014 Toffee Top, kupiona na wyprzedaży chyba raczej dla opakowania. Sama formuła jest świetna, zapach, zapach i jeszcze raz zapach jest genialny, ale kolor ma w toffee ukryte drobinki złota, które dla mnie psują całą zabawę, wielka szkoda, bo mogła być "nudziakiem" idealnym. 
Większość z widocznych powyżej produktów doczekała się własnego zdjęcia na moim Instagramie i krótkiego opisu, więc nie będę powielać treści, natomiast od kilku dni przerzuciłam się już w pełni na krem pod oczy od MakeMeBio i muszę przyznać, że kremy naturalne mają moc. Dodatkowo ten ma filtr SPF 25 co wciąż jest rzadkością. Na pewno poświęcę mu w przyszłości więcej uwagi tutaj albo na Instagramie jeżeli będzie się tak dobrze sprawował jak teraz. Mam 6 miesięcy na zużycie, więc akurat. 
I mamy egzemplarz, który już dawno jest w koszyku "nie lubię"- chodzi o szampon Basil Element od Vis Plantis. No jestem rozczarowana, bo kupiłam go po tym jak zalał Instagrama i czytałam jak to on pięknie pachnie i jakie cuda robi z włosami. Zużyłam dzielnie pół butelki pomimo dla mnie bardzo nieprzyjemnego zapachu, który kojarzy mi się z duszącą zapachową zawieszką do samochodu. Wiadomo zapach można znieść, ale tego, że przyspieszał mi przetłuszczanie się włosów - już nie. 

Obok peeling od Pharmaceris, znalazł się w moich ulubieńcach miesiąca na Instagramie, zdecydowanie wart zakupu, zwłaszcza na akcjach -50% w SuperPharm. 

Dwa produkty do włosów od Nacomi - serum na końcówki włosów i maska olejowa do skóry głowy. Zupełnie nie mogę się zabrać za ich używanie, pewnie dlatego, że mam 3 świetne produkty do włosów (wkrótce na Insta), które używam wymiennie i jakoś nie chcę ryzykować "Bad Hair Day". 
Kolejne produkty Nacomi - kokosowy krem i balsam (dla mnie raczej masło) 
z olejkiem pomarańczowym uwielbiam i to już moje kolejne opakowania, nigdy nie przestanę ich wielbić. Najbardziej opłaca się robić zapasy na promocji 2za1 w Hebe, wtedy krem kokosowy kosztuje 10zł i jest to idealna cena za tak dobry kosmetyk. 
Glinka Nacomi niestety wciąż nietknięta - jednak z lenistwa częściej sięgam po gotowe maski (rozumiecie mnie, prawda?) i krem który wyciągnęłam właśnie z koszyka "never again". Chodzi mi o krem normalizujący +20, no co ja sobie myślałam, to przecież nie mogło się udać. +20? Lubię sobie odejmować lat, ale to była przesada, krem dla mojej kapryśnej cery nie robił nic, poza jej przetłuszczaniem, dodatkowo bardzo szybko zaczął śmierdzieć zjełczałym olejem. Całe doświadczenie uważam za negatywne, jednak firmę Nacomi bardzo cenię i z pewnością będę testować kolejne produkty. 

Oliwkowe mydło od MakeMeBio było całkiem przyjemne w użytkowaniu, spodziewałam się fajerwerków, no ale to tylko mydło;) Pozostałe produkty mają swoje zdjęcia i opisy na moim Instagramie na który bardzo, bardzo zapraszam. 

Na koniec dziękuję wszystkim 236 obserwatorkom które ze mną zostały, pewnie przez przypadek, ale i tak się cieszę. Jeżeli macie swoje profile na Instagramie odezwijcie się pod moim ostatnim zdjęciem, z przyjemnością Was zaobserwuję:) 

Ściskam, 

Pinkish Beauty (dawniej Beauty in English) 

8 komentarzy:

  1. Zawsze mnie doktor pał pał interesował :D Nawet obserwuje ich na insta... kiedyś się pewnie skuszę na ich produkt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za komentarz kochana:* jak już będziesz w Polsce to koniecznie wypróbuj, klasyczny fajnie się sprawdza pod inne produkty, a ja osobiście lubię jeszcze różowy bo robi piękne usta:D

      Usuń
  2. Cieszę się bardzo, że zdecydowałaś się na powrót na bloga. Mam nadzieję, że znajdziesz czas na regularne pisanie :) Muszę koniecznie wypróbować peeling tychologiczny Pharmaceris, wszyscy go bardzo zachwalają.

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję:* mam nadzieję, że się uda utrzymać regularność i na blogu, bardzo mi go brakowało;)tak, peeling jest zdecydowanie wart uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG około 4 lata przerwy w blogowaniu ;) Co się stało?
    Ten balsam z Paw Paw muszę kiedyś zakupić.
    Wszystko z Nacomi uwielbiam (to pewnie wiesz) ;) I peeling z Pharmaceris to moje must have :)
    Trzaśnij sobie nowy ekstra szablon na nowy początek i wracaj do Nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha życie, sama zobaczysz;D tutaj raczej będę rzadko, wydaje mi się, że blogi już powoli wymierają, wszystko przeniosło się na Insta;)

      Usuń
  5. Dr paw paw kusi mnie - ostatnio niemal wszyscy go wychwalają :D
    Balsam eos mnie rozczarował, tak samo szampon brazylijski - tyle się o nim oczytałam, a nie zachwycił mnie niczym :/
    Zostaję na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dr. Paw Paw warto kupić, zwłaszcza, że w Hebe są malutkie pojemności za ok. 10zł, ja najbardziej polubiłam wersję różową, daje piękny kolorek. A jaki szampon brazylijski masz na myśli?

      Usuń

Thank you for your time:)